• 31
  • Jul

Miłosierdzie Boże wynosi człowieka do świętości. Człowiek sam z siebie jest zdolny do grzechu bo jego serce zostało zranione i obraz Boga został zatarty. Jednak każdy może stać się święty, dzięki miłosierdziu Boga. Mówimy o miłosierdziu w kontekście dzieła zbawczego Jezusa. Dla przywrócenia właściwego sensu pojęciom „zbawienie” i „miłosierdzie”, trzeba by niejako uwolnić teologię od pewnych stwierdzeń zbytnio złączonych z pojęciem zadośćuczynienia sprawiedliwości, którą jakoby trzeba zrekonstruować. I w naszym życiu duchowym powinniśmy odnaleźć prawdziwy wymiar miłosierdzia i zbawienia, odrzucając wszelkie pozostałości jansenizmu, to znaczy owego przekonania, że trzeba zasłużyć sobie na zbawienie, że trzeba udowodnić niejako, że się jest godnym tej nadzwyczajnej łaski.
Nasze spojrzenie na zbawienie winno być miłosierne tak, gdy mówimy o Jezusie jak i kiedy myślimy o nas samych. Święci łapali się kurczowo środków uświęcenia z wielkim zapałem nie dlatego, że czuli się świętymi, ale dlatego, że byli jakże pokorni i głęboko przekonani o swojej grzeszności. Papież Jan Paweł II korzystał z sakramentu pojednania regularnie, co najmniej raz na tydzień. Św. Karol Boromeusz – spowiadał się dwa razy dziennie i nie dlatego, by był skrupulantem. Święci to ludzie mający poczucie świętości Boga, które ich porywa w sposób mistyczny i budzi w nich potrzebę bycia stale przepełnionymi tą świętością; stąd ta częsta spowiedź. By doświadczyć miłosierdzia bożego trzeba pozbyć się tego rygoryzmu podobnego do zaślepienia, zamknięcia się faryzeuszów.
Miłosierdzie Boże delikatnie rozlewa się w moje serce, bo jestem grzesznikiem. „Bo” jestem grzesznikiem, a nie „mimo iż” jestem grzesznikiem, jak niestety jansenizm ze swoim spojrzeniem na dzieło zbawienia zbyt często dawał ludziom odczuć. Bóg, pełen miłości pochyla się nade mną właśnie dlatego, że jestem grzesznikiem. I w głębi tej mej nędzy Bóg mnie poznaje. I cała historia zbawienia, historia miłości Boga do ludzkości, całe dzieło wcielenia się Syna Bożego jest właśnie tym zagłębianiem się Boga w ludzką, w moją grzeszność po to, by pokazać wielkość miłości miłosiernej, miłości bezinteresownej. To jest właśnie darmowość miłości. Miłości na którą w żadnym stopniu nie zasłużyłem, ale ofiarowanej z racji… miłości, bo jest miłością. Oto właśnie boże miłosierdzie. Bóg kocha mnie, bo jestem grzeszny.
Zanim zaczniemy mówić o naszym miłosierdziu w stosunku do innych musimy być w stanie uświadomić sobie i zakosztować, zasmakować w miłosierdziu Boga do nas. Trudno wyobrazić sobie, by ktoś mógł stać się miłosierny w stosunku do innych jeśli wpierw nie doświadczył miłosierdzia bożego w stosunku do siebie samego. Jeśli nie jestem naznaczony w swoim wnętrzu sensem miłosierdzia bożego wobec mnie, jeśli nie jestem tym zaskoczony, zdziwiony i zachwycony, nie stanę się miłosierny.

One Comment

  1. Artykuły » Blog Archive » Święci i miłosierdzie Says:

    […] Miłosierdzie Boże wynosi człowieka do świętości. Człowiek sam z siebie jest zdolny do grzechu bo jego serce zostało zranione i obraz Boga został zatarty. Jednak każdy może stać się święty, dzięki miłosierdziu Boga. Mówimy o miłosierdziu w kontekście dzieła zbawczego Jezusa. Dla przywrócenia właściwego sensu pojęciom „zbawienie” i „miłosierdzie”, trzeba by niejako uwolnić teologię od pewnych stwierdzeń zbytnio złączonych z pojęciem zadośćuczynienia sprawiedliwości, którą jakoby trzeba zrekonstruować. I w naszym życiu duchowym powinniśmy odnaleźć prawdziwy wymiar miłosierdzia i zbawienia, odrzucając wszelkie pozostałości jansenizmu, to znaczy owego przekonania, że trzeba zasłużyć sobie na zbawienie, że trzeba udowodnić niejako, że się jest godnym tej nadzwyczajnej łaski. (more…) […]