• 30
  • Jun

Każdy ma jakieś ulubione gry z dzieciństwa. Niektórzy lubią ciuciubabkę, a dla niektórych najfajniejszy jest berek. Wiele zabaw ma fascynującą treść, ale także skomplikowane zasady. Przykładem na taką są podchody. Czasami warto się wysilić i wytężyć umysł, gdyż te z pozoru bardziej skomplikowane, najczęściej bywają najfajniejsze i na wiele lat pozostają w naszej pamięci. Wielu dorosłych z błyskiem w oku wspomina bieganie z harcerzami po lasach i układanie strzałek z szyszek. Inni, już w podeszłym wieku, wspominają z rozrzewnieniem, swe dziecięce kolorowanki i pierwsze pudełko kredek. Były w nim jedynie kolory: czarny (idealny do konturów, zastępował ołówek), niebieski (barwa nieba i morza – gorsza sprawa gdy malowało się obydwa te elementy na jednym obrazku), czerwony (którym dziewczynki zapamiętale malowały serduszka), zielony (w kolorze nadziei i trawy), żółty (słońce i piasek) i biały (nie wiadomo po co). Z perspektywy czasu, przyglądając się moim malowankom, zauważam, że wszystkie postacie na nich przedstawione były chińczykami i to nie ze względu na moje zamiłowania kulturą dalekiego wschodu, lecz z powodu braku kredki w bardziej skóropodobnym kolorze. Zarówno kolorowanki, jak i podchody w parku stosuję do tej pory jako rozrywkę i gry dla moich dzieci.

Comments are closed.